John Darley i Bibb Latane przeprowadzili eksperyment socjologiczny, który wywołał prawdziwą burzę. Inspirację dla nich stanowiło dramatyczne wydarzenie: w 1947 roku pewna kobieta została zamordowana na ulicy w biały dzień. Pomimo że wydarzenie to miało aż trzydziestu ośmiu świadków, nikt nie zdecydował się jej pomóc. Przeprowadzony przez naukowców eksperyment udowodnił, że im mniejsze jest grono świadków danego wydarzenia, tym większa jest szansa na pomoc. Osoba, która jako jedyna obserwuje dane wydarzenie (napad, utratę przytomności, atak epilepsji i tym podobne), zdaje sobie sprawę, że jej działanie może być jedyną nadzieją na ratunek dla poszkodowanego.

Właśnie ze względu na to znacznie częściej decyduje się na podjęcie akcji – prawdopodobnie nie poradziłaby sobie z wyrzutami sumienia, gdyby coś wydarzyło się ze względu na brak jej działań. W związku z tym, że w sytuacji kryzysowej zwykle czujemy się niepewnie, bardzo niechętnie podejmujemy się pomocy, jeśli może zrobić to ktoś inny. Zasadniczo zakładamy, że wiele osób może posiadać większe kompetencje dla udzielenia pomocy. Nie chcemy także narazić się na śmieszność, gdyby nasze działania okazały się nieporadne. Co więcej, większość ludzi nie chce wyróżniać się na tle grupy.

Szaty liturgiczne dostosowane do okresu liturgicznego www.wodnbp.edu.pl